Nie posiadasz poprawnej wersji formatu ActiveX. Zaktualizuj Flash Player
Pobierz Flash Player

Informacje dla pacjentow
Finansowanie przez NFZ
Pytania i odpowiedzi
Relacje pacjentow
Instrukcje do pobrania
Aparat zdejmowany
Aparat stały
Wyciąg zewnątrzustny Headgear
Hyrax
Maska twarzowa
Wyciągi międzyszczękowe
Wybielanie zębów

Relacje pacjentów
Nazywam się Anna Kapiszka i jestem pacjentką dr T. Popielarz. Przez dwa lata nosiłam aparat ortodontyczny stały górny i dolny. Ze względu na duże doświadczenie pani doktor oraz odpowiednie podejście do pacjenta mogę powiedzieć, że czas leczenia minął bardzo szybko i w miłej atmosferze. 
Efekty były zauważalne już po paru miesiącach od założenia aparatu. Moja wada zgryzu stopniowo zaczęła się zmniejszać. Zmiany były tak szybkie, że aż dostrzegalne gołym okiem, o czym przekonywałam się bez przerwy słuchając pozytywnych komentarzy na ten temat od bliskich i przyjaciół.
W mojej opinii rezultaty leczenia zastosowanego u mnie są rewelacyjne!!! Nareszcie mogę cieszyć się pięknymi i prostymi zębami, takimi o jakich zawsze marzyłam.
Jestem bardzo zadowolona z końcowych rezultatów leczenia, ponieważ dzięki pomocy dr T. Popielarz uśmiech przestał być dla mnie krepujący a wręcz przeciwnie, mam wrażenie, że ostatnio częściej się uśmiecham.

Praktykę ortodontyczną lekarza Teresy Popielarz poleciła mi pani stomatolog z Torunia. W moim mieście jest wiele gabinetów ortodontycznych. Jednak ze względu na bardzo dobrą opinię o pani Popielarz, zdecydowałam się dojeżdżać z Torunia do Tucholi.
Od ponad roku regularnie, co 5 tygodni, przyjeżdżam na wizytę do nowoczesnego gabinetu. Mimo, że dojazd zajmuje ponad godzinę, jestem zadowolona z podjętej decyzji.

Pani Popielarz jest profesjonalistką, co potwierdzają jej liczne dyplomy i świadectwa ukończenia kursów. Ponadto, zarówno pani doktor, jak i jej asystentka są bardzo miłe i otwarte. Podczas wizyty chętnie rozmawiają z pacjentem, nie tylko na tematy związane z profesją.

Swój wybór ortodonty oceniam jako wyjątkowo udany.

Agata Raczyńska (16 l.)


Podczas pierwszych wizyt doktor Popielarz opowiadała mi i mojej mamie co można zrobić żeby moje zęby wyglądały jak u gwiazd Hollywood! Wszystko co mówiła p. Ortodonta było „jasne”, zrozumiałe dla wszystkich.
Moje żeby wymagały leczenia aparatem stałym (możliwe że jeżeli miałabym aparat wyjmowany to nie przyniósł by on takich efektów na jakie czekałam).Na początku myślałam że nie będzie on wygodny, że będzie mi przeszkadzał i że nie spodoba się moim rówieśnikom! Ale to były na szczęście mylne obawy, dlatego że moi rówieśnicy byli zachwyceni, a noszenie aparatu to kwestia przyzwyczajenia. Więc osoby które mają podobne obawy do moich, mogą już się nie martwić bo wszystko jest wygodne, proste, po prostu super! Już niedługo będę miała zdejmowany aparat i ponownie będę musiała się przyzwyczaić i wydaje mi się że do tej zmiany będzie mi się trudniej przyzwyczaić jak po założeniu, ale jestem dobrej myśli!

Doktor Teresa Popielarz ta bardzo miła, wesoła osoba. Zawsze stara się aby nie sprawić bólu pacjentowi. Swoją pracę wykonuje solidnie, nigdy nie robi nic w pośpiechu. Skupia się na pacjencie który znajduje się na fotelu. P. Popielarz uratowała mój zdrowy ząb który miał być usunięty. Jestem jej za to bardzo wdzięczna.
Z rejestracją także nie ma dużych problemów. Pani Dorota to również sympatyczna osoba. Jeżeli termin nie pasuje to jedyne co trzeba zrobić to zatelefonować i umówić się na inny termin.
Zawsze chętnie jadę na wizyty, nigdy się o nic nie martwię. Gabinet mieści się w Tucholi; Tuchola to bardzo ładne, zadbane miasto. Ludzie są mili i zawsze chętnie pomogą. Gabinet ortodontyczny można szybko znaleźć, ponieważ znajduje się w centrum. Zachęcam wszystkich do leczenia u doktor Teresy Popielarz. Warto!

Alicja Pozorska - Osie


Kierowana zachętą lekarza ortodonty opisuję pewne zdarzenie, które na długo zapadnie naszej rodzinie w pamięci i do którego dopiero niedawno mieliśmy odwagę przyznać się lekarzowi...

Jestem mamą dziewięcioletniej Małgosi, u której wada zgryzu wymagała leczenia aparatem ortodontycznym. Kiedy po serii zdjęć i pomiarów wreszcie go otrzymała, wszyscy byliśmy z niego dumni, a córka uczciwie go nosiła.
Otrzymaliśmy szereg instrukcji oraz szczególne polecenie odkładania go wyłącznie do specjalnego pudełeczka. Wiedzieliśmy, że jest to drogi i bardzo pracochłonny przedmiocik i wydawało się, że nie sposób go zgubić.
Niedługo potem rozpoczęły się wakacje i zaczęliśmy rozumieć powody ostrzeżeń. Wyjechaliśmy nad morze. Baliśmy się czeluści odmętów i w czasie kąpieli w morzu aparacik spoczywał sobie w owym specjalnym pudełku. Za namową przyjaciółki wybraliśmy się na zakończenie Jarmarku Świętojańskiego w Gdańsku. Byłam przekonana, że przewidzieliśmy wszystko, a jednak...

Dzieci odbyły solidna drzemkę popołudniową, a żeby na pewno nic się nie stało, postanowiliśmy nie kupować niczego do jedzenia w mieście. Solenny plan działał podczas koncertu i pokazu sztucznych ogni nad Motławą, ale okazało się, że impreza jest tak potężna, że trzeba było przeczekać szturm na tramwaje. Postanowiliśmy gdzieś odpocząć i napić się kawy. Nie mogłam przewidzieć ,że koleżanka zafunduje naszym córkom ogromną paczkę chipsów. Znaleźliśmy stolik kawiarniany w bocznej uliczce, ale te chipsy! Młodsza mogłaby zjeść tylko połowę, ale pięciolatek rzadko jest zdolny do aż takich poświęceń. No i skapitulowałam.
- Dobra - powiedziałam – dawaj aparat schowam ci na chwilę do plecaka, jak zjesz to ci go oddam i włożyłam go do kieszonki, gdzie był telefon. Chwilę potem wydawało mi się, że dzwoni więc otworzyłam kieszonkę. Telefon nie dzwonił, ale gdzie aparat???
Było już ciemno, więc musiałam z nosem przy ziemi obszukać miejsce pod stołem i ławką w promieniu dwóch metrów. Na nic. Grupa Czechów siedząca obok miała ubaw. Niestety, pomimo moich wysiłków po prostu zniknął. Po chwili zauważyłam, że dokładnie pode mną znajduje się gruba krata od...studzienki ściekowej. Krew odpłynęła mi z twarzy bo pomiędzy szczeblami nic nie utknęło, lecz...przeleciało. Gosia wpadła w histerię i trudno było ją uspokoić. Ja najchętniej też zapadłabym się pod ziemię, razem z tym aparatem. Poprosiliśmy patrol policji municypalnej o choćby pożyczenie latarki, ale to nie przyniosło rezultatu. Z dalszych wydarzeń pamiętam strzępy:
(w uszach słyszałam przestrogi pani doktor)
mąż zdjął koszulkę i powiedział – potrzymaj. Krzyknął do Czechów: „potrzymacie mnie za nogi?” Zrozumieli chyba, bo huknęli „Cooo??!!”
Przyłączył się właściciel kawiarni i wobec powagi sprawy poświęcił jedną z ławek do zbadania głębokości „ miejsca samobójstwa” mojego męża. Nie było bez dna, więc ujrzeliśmy w środku gdańskiej scenerii kilku ogromnych chłopaków ustawionych na kształt rusztowania wiertniczego, skupionych wokół sandałów mojego męża, który zniknął w czarnej dziurze. Komuś kto tam nie był trudno sobie wyobrazić co poczuliśmy słysząc z czeluści „jeesstt!”.
przyjaźń polsko – czeska okraszona została oklaskami i dowcipami jeszcze przez godzinę.
Aparat przed dezynfekcją dotarł w folii aluminiowej od czekolady w szczelnie zapinanej koszuli. Od tej pory Gosia nie wyjmowała go z ust nawet podczas jedzenia.
Mąż został niekwestionowanym bohaterem (ja miałam całkiem inne pojęcie na temat studzienek tego typu na szczęście on nie ). Aparat został uratowany przed nurtem Motławy.

Mama Małgosi , Poznań
GABINET | LECZENIE ORTODONTYCZNE | WYBIELANIE ZĘBÓW | DLA PACJETÓW | DLA LEKARZY Copyright © 2007 Teresa Popielarz
Praktyka Ortodontyczna TERESA POPIELARZ, ul. Saganowskiego 4, Tuchola, rejestracja: 52 334 56 96Design Projektowanie stron www